JABŁONIEC 1914
Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej
Aktualności
dodano: 04-01-2019 22:55:13,
odsłon: 482
PL
Na Bukowinie rozmowy z rodakami ... .
Plesza, Kaczyka i Sołoniec na Bukowinie, Rumunia. Wrzesień 2018.

 

 

Strona tytułowa folderu wydanego w języku polskim przez Parafię Rzymskokatolicką pw. Wniebowzięcia NMP w Kaczyka

 

 

   Kaczyka. Godzina 7.00 czasu miejscowego (szósta w Polsce), wstaje dzień. Przez uchylone okienko na kwaterze u pani Krystyny Cehaniuc dobiega jakże miła melodia znanej pieśni „Po górach, dolinach, rozlega się pieśń”. To dzwony (elektronicznego) kurantu z wieży Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny głoszą chwałę Maryi, wzywając do porannej modlitwy. Kaczyka z Matką Boską Kaczycką – Patronką Bukowiny i Csíksomlyó w Siedmiogrodzie z Matką Boską z Dzieciątkiem Jezus - Patronką Seklerów, to dwa najważniejsze sanktuaria maryjne w Rumunii. Wszelako podwaliny pod kult maryjny w Kaczyka dali polscy osadnicy.

 


Karta pocztowa zakupiona w bazylice w Kaczyka. Wydawnictwa brak

 

   Kaczyka (z bazyliką i saliną) do dobra baza wypadowa do zwiedzania Bukowiny i nie tylko. Blisko stąd do Maramureszu, Transylwanii, Mołdawii i Ukrainy (z częścią Bukowiny w jej granicach). Wokoło polskie wsie, a w promieniu kilkudziesięciu kilometrów wiele zabytkowych monasterów (niemalowanych i malowanych), świątyń katolickich i grekokatolickich, nawet protestanckich (przeważnie opuszczonych jak w Arbora). Można zabrać ze sobą rower albo buty trekkingowe i plecak na piesze wędrówki po okolicznych górach. Ewentualnie strój kąpielowy, by zażywać kąpieli solankowych. Dobra infrastruktura, komory solne, baseny kryte i odkryte. Do Suczawy, stolicy Bukowiny, „zaglądał” onegdaj Jan III Sobieski z wojskiem; na pewien czas przyłączył Czerniowce do Rzeczypospolitej. Nad Seretem stały polskie straże. Tu, na Bukowinie, zakończył swój żywot Jakub Szela. W oddalonej od Kaczyka o 100 kilometrów Kirlibabie jest mogiła polskich legionistów. Te polskie wątki można mnożyć.

 

Karta pocztowa Salina Cacica. Foto: Marius Vasiliu. Wyd. terradesign, Gura Humorului, Romania

 

   Atrakcje turystyczne Bukowiny to jedna strona medalu, a drugą tworzą ciekawe rozmowy z rodakami, na kwaterze, przy posiłku lub na ulicy. O życiu codziennym, o rodzinach, trochę o polityce (szczególnie o aspektach dotyczących wejścia do Unii i masowej emigracji zarobkowej – 4 mln Rumunów wyjechało za chlebem do Europy Zachodniej), a także o trudnej historii tych ziem. Ludzie pozdrawiają się tu życzliwym słowem i gestem, prawie bez wyjątku. Przechodząc przez Sołoniec, Pleszę czy Kaczykę, wystarczy powiedzieć po polsku „Dzień dobry” lub „Szczęść Boże”; Rumun odwzajemni powitanie po rumuńsku, a Polak odpowie po polsku … i rozmowa się zaczyna. Dłuższa, albowiem czas płynie tu nieco wolniej i pośpiech nie jest wskazany, wręcz jest nietaktem. W ten sposób poznałem ponad osiemdziesięcioletniego pana Emira, który opowiedział historię swego życia. Pierwszy raz spotkaliśmy się rok temu, na cmentarzu. Urodził się w katolickiej rodzinie polsko - niemieckiej. Na początku XX wieku sporo okolicznych Niemców mieszkało w Pojana Mikuli (razem z Polakami). W latach trzydziestych wyjechali do Rzeszy. W tym tyglu narodowości i religii ludzie żyli zgodnie; małżeństwa mieszane nie były rzadkością. Przyszła zawierucha wojenna i ojca pana Emira (z parą koni, jako podwoda) wysłano z armią rumuńską na front wschodni. Po klęsce nad Donem cztery lata spędził w sowieckim łagrze. „Tylko” cztery, ponieważ nie był liniowym żołnierzem; wielu kolegów nigdy nie wróciło. Po powrocie przez rok dochodził do siebie. Po wojnie komuniści, tym co poszli (pod przymusem, powołani do armii) na wojnę, zabierali ziemie, a tych, co nie poszli,  nagradzali ziemią. Rewolucja pochłonęła ok. 60 tysięcy ofiar; tak obecnie historycy szacują zbrodnie komunistyczne w Rumunii. Następna zaraza to kolektywizacja. Służba w armii komunistycznej trwała trzy lata (w marynarce wojennej - cztery lata). Obecnie nie wlicza się do emerytury (podobnie w Polsce). Najniższa emerytura w przeliczeniu na euro też jak w Polsce, około 350. Reszta Niemców sukcesywnie wyjeżdżała po wojnie do Vaterlandu, także do Ameryki. Niemcy Zachodnie płaciły konkretne sumy (jak w cenniku) za głowę Niemca, który dostał pozwolenie od Ceausescu na emigrację. Zdaje się większe sumy płaciło państwo żydowskie za pozwolenie na emigrację Żydów.

   Pani Emilia (też ponad osiemdziesiąt lat) dobrze pamięta wojnę. W 1944 roku przyszli Niemcy. Na okolicznych zalesionych wzgórzach była linia obrony przed Sowietami. Jeszcze gorsi od Niemców byli Rosjanie. Po tzw. „wyzwoleniu” grabili, niszczyli, mężczyzn wywozili na Sybir. Traktowali te ziemie jako zdobycz wojenną, kraj wrogi. Ludność cywilna była ewakuowana aż za Suczawę. Nie można było zabrać dobytku. Gdy wrócili po ustaniu walk, plony złożone w stodołach, sprzęty domowe były rozkradzione. Głodne sołdaty wybierały kartofle i buraki z ziemi. Na domiar złego w porze letniej przyszedł grad i zniszczył to co na polach zostało. W następnym roku tyfus dopełnił dzieła zniszczenia. Wysoka gorączka, brak lekarstw, wyniszczenie głodem i przejściami wojennymi, żniwo śmierci było wielkie. Część ludności polskiej wyjechała do Polski, na „ziemie odzyskane”, w okolice Legnicy, Zielonej Góry. W tej chwili to pokolenie wujków i ciotek wymarło; pozostali kuzyni i dalsza rodzina. Kontakt z nimi jest już sporadyczny. Po wojnie Stalin podzielił Bukowinę na dwie części; północną – z Czerniowcami – inkorporował do Związku Sowieckiego (obecnie w granicach Ukrainy).

   W Sołońcu, blisko drogi, spotykam przy pracach polowych dziadków z wnukami. Na moje „Szczęść Boże” odpowiadają czystą polszczyzną. Cieszą się, że w tym roku odwiedził ich parafię biskup z Polski. Od czasu do czasu zaglądają tu nawet politycy z pierwszych stron gazet. Gospodarze wskazują Dom Polski i prowadzą na miejscowy cmentarz, gdzie prawie same polskie nazwiska.

 

 

Stara karta pocztowa z początku XX wieku z ciekawym obiegiem z roku 1915. Na pierwszym planie prężnie rozwijająca się kopalnia soli (salina). Dalej widoczny w całej okazałości kościół zbudowany w latach 1903-1904 z kamienia i cegły na planie krzyża.  Autorem korespondencji jest ks. Henryk Wochowski, późniejszy proboszcz w parafiach: Nowy Sołoniec (1924-1928) i Kaczyka (1928-1946).

 

   Choć już wrzesień, to na kwaterze mieszkam z uczniami jednej z krakowskich szkół. Są tu, w Kaczyka, wraz z opiekunami, na kolonii. Początek roku szkolnego rozpoczęli dość nietypowo, bo od … wypoczynku i zwiedzania Bukowiny. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że uczniowie leniuchowali. Nie ukrywali, że dla nich to ciekawa lekcja w formie wieloprzedmiotowej.

   Turyści z Polski odwiedzają te strony chętnie, chociaż – wedle relacji pani Krystyny – to zainteresowanie w przeciągu ostatnich dwóch  lat nieco zmalało. Gdy opuszczam gościnne progi moich gospodarzy, pani Krystyna prosi, bym zachęcał rodaków do wypoczynku w Kaczyka. By łączność z Krajem nie ustała. Planując tegoroczne (AD 2019) wakacyjne wojaże, proszę wziąć pod uwagę tę propozycję. Naprawdę warto. To kraina łagodności i życzliwości. Komercji, póki co,  tu nie uświadczysz.

 

 

Tekst i fotografie: Marek Sukiennik

PS. Wspomnienia moich rozmówców spisałem za ich zgodą. Fotografie z lat 2016 - 2018.

 

Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej Jabłoniec 1914
Adres: ul. T.Kościuszki 6, 34-600 Limanowa
KRS: 0000485295
NIP: 7372203252
REGON: 122988528
Partnerzy:
Ta strona wykorzystuje pliki cookies i inne technologie. Korzystając z witryny wyrazasz zgodę na ich używanie.Dowiedz się więcejRozumiem