JABŁONIEC 1914
Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej
Aktualności
dodano: 02-01-2017 18:59:49,
odsłon: 1722
PL
Święty Brat Albert Chmielowski Patronem roku 2017
W kolejny rok 2017 wkraczamy - jak zawsze - z wielkimi nadziejami, marzeniami i planami, ufni w optymistyczną wizję przyszłości, ale też z czającą się gdzieś w zakamarkach naszej świadomości sporą dozą troski i obawy, co przyniesie jutro.

   Ufni w Bożą Opatrzność, jej zawierzmy losy Ojczyzny i nasze osobiste codzienne sprawy, czerpiąc siłę i natchnienie z przykładu życia i służby Patronów Roku 2017, których ustanowił Sejm RP. Są nimi: Marszałek Józef Piłsudski, pisarz Józef Konrad Korzeniowski, Święty Brat Albert Chmielowski, Błogoslawiony Honorat Koźmiński, Generał i Naczelnik Tadeusz Kościuszko.

   Adam Bernard Chmielowski – Święty Brat Albert – został ustanowiony przez Sejm patronem 2017 r. w uznaniu jego wybitnych zasług w działalności niepodległościowej oraz na polu pracy społecznej i artystycznej. Również w polskim Kościele rok 2017 jest Rokiem Świętego Brata Alberta. Rozpoczął się on 25 grudnia 2016, w dniu 100. rocznicy śmierci Świętego, patrona artystów plastyków, nazywanego „Bratem opuchlaków”, i potrwa do 25 grudnia 2017 roku. Wniosek o ustanowienie w Kościele w Polsce Roku Świętego Brata Alberta skierowali do Episkopatu: siostra Krzysztofa Maria Babraj, Przełożona Generalna Zgromadzenia Sióstr Albertynek i pan Wojciech Bystry, Przewodniczący Towarzystwa Pomocy im. Świętego Brata Alberta. Stosowną decyzję biskupi podjęli na październikowym Zebraniu Plenarnym Komisji Episkopatu Polski. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki stwierdził, iż ta inicjatywa będzie doskonałą kontynuacją ogłoszonego przez papieża Franciszka Roku Świętego Miłosierdzia i obchodzonego w Kościele w Polsce Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski. Gwoli przypomnienia, w roku 2017 przypadają też kolejne ważne rocznice: 130. rocznica przywdziania habitu zakonnego przez Adama Chmielowskiego, 154. rocznica wybuchu Powstania Styczniowego oraz 35. rocznica powstania Towarzystwa Pomocy im. Brata Alberta. W uchwale sejmowej stanowiącej rok 2017 Rokiem Świętego Brata Alberta, przyjętej w maju 2016 roku przez Komisję Kultury i Środków Przekazu, można przeczytać m.in.: „ Jego wielki talent oraz poświęcenie dla drugiego człowieka przyczyniły się do utrwalenia wśród Polaków najważniejszych postaw społecznych oraz dały im nadzieję na niepodległość i sprawiedliwość społeczną na kolejne dziesięciolecia”. 25 grudnia 2016 roku podczas Mszy Świętej na Wawelu, ks. kardynał Stanisław Dziwisz uroczyście zainaugurował Rok Świętego Brata Alberta.

   Adam Hilary Bernard Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 roku w Igołomii (powiat miechowski) nieopodal Krakowa jako najstarsze z czworga dzieci Wojciecha (Adalberta) Chmielowskiego herbu Jastrzębiec, Naczelnika Komory Celnej, i Józefy z Borzysławskich. 25 sierpnia 1853 roku, w dwa miesiące po przeprowadzce do Warszawy, zmarł Wojciech, zostawiając żonę z czworgiem małych dzieci, z których pierworodny Adam miał zaledwie osiem lat, a najmłodsze z dzieci, córka Jadwiga, jeden rok. Wdowie pomagała rodzina, a szczególnie siostra męża, Petronela Chmielowska. Po ukończeniu szkoły powszechnej w 1857 roku, Adam wyjechał do Petersburga, by kształcić się w korpusie kadetów. Tam wyróżniał się wielkimi zdolnościami i pilnością. Jednakże po roku służby, matka sprowadziła syna z powrotem do kraju, obawiając się słusznie jego wynarodowienia. W latach 1858-1861 uczęszczał do gimnazjum realnego im. Pankiewicza w Warszawie (przy ul. Rymarskiej). 29 sierpnia 1859 roku umarła ukochana matka Józefa; sierotami zaopiekowała się troskliwie ciotka Petronela. W 1862 roku Adam rozpoczął studia w Instytucie Rolniczo-Leśnym w Pulawach, przerwane wybuchem w nocy z 22 na 23 stycznia 1863 roku powstania. Studenci puławscy sformowali oddział powstańczy (w jego szeregach Adam Chmielowski z doświadczeniem wojskowym po rocznej służbie w korpusie kadetów), który pod komendą dziewiętnastoletniego Leona Frankowskiego wyruszył w pole. Po krótkim szkoleniu w obozie w Kazimierzu nad Wisłą, oddział prowadził walkę partyzancką, staczając małe potyczki, nękając wroga i przecinając linie zaopatrzenia. Szlak bojowy oddziału wiódł przez Kamień, Solec, Lipsko, Tarłów, Ożarów, Zawichost aż do Słupczy i Dwikóz, gdzie 8 lutego doszło do przegranej przez powstańców bitwy, w wyniku której oddział został rozbity (poległo 66 puławiaków), a dowódca Leon Frankowski dostał się do niewoli i został powieszony przez Kozaków 16 kwietnia. Adam Chmielowski wraz z ocalałymi powstańcami skierowali się do Nowej Słupi pod Świętym Krzyżem, gdzie stacjonowało duże zgrupowanie gen. Mariana Langiewicza. Adam przeszedł pod rozkazy słynnego gen. Franciszka Maksymiliana de Rochebrune'a, otrzymując przydział u Prędowskiego w kawalerii. Szlak bojowy oddziału „prowadził od Słupii przez Bieliny, Łagów, Raków, Staszów, Korzenno, Pierzchnicę, Morawicę, Sobków, Małogoszcz, Bolmin, Kosów, Nagłowice, Tarnawę, Pieskową Skałę, Ojców, Goszcze, Sosnówkę, Nasiechowice, Marchocice, Antolkę, Tuchołów, Książ Mały do Chroberza” (cytat za: O.Władysław Kluz, Adam Chmielowski Brat Albert, str. 25-26). W dniach 17-18 marca 1863 roku doszło do jednej z najkrwawszych bitew Powstania Styczniowego, a mianowicie dwudniowej zwycięskiej bitwy zgrupowania (w sile 3 tys. żołnierzy) dyktatora powstania gen. Langiewicza z Moskalami pod Chrobrzem (17 marca) i pod Grochowiskami niedaleko Pińczowa (18 marca). Adam Chmielowski pełnił rolę łącznika Rochebruna między kawalerią a piechotą. Historycy zgodnie przyznają, że pod Grochowiskami to właśnie gen. Rochebrune był faktycznym dowódcą całości sił powstańczych, a szarże jego „żuawów śmierci” i kosynierów płk. Dąbrowskiego na pozycje rosyjskie przechyliły szalę zwyciestwa na stronę polską. Jednakże zagrożeni okrążeniem, powstańcy zmuszeni byli przedostać się do Galicji, gdzie zostali internowani przez Austriaków. Adam Chmielowski wraz ze swoim przyjacielem z oddziału Frankiem Piotrowskim zostali zatrzymani i rozbrojeni przez austriackich żandarmów w Ujściu Jezuickim, a następnie przewiezieni wpierw do Krakowa, a potem do Ołomuńca. Stamtąd – po dwumiesięcznym internowaniu - udało im się uciec, korzystając z pomocy czeskiego księdza, który dał im schronienie na swojej plebanii oraz zaopatrzył ich na drogę powrotną do kraju w cywilne ubrania, pieniądze, żywność i listy polecające. Już na przełomie czerwca i lipca 1863 roku Chmielowski znalazł się na powrót w szeregach powstańczych, tym razem w oddziale pułkownika i naczelnika wojsk powstańczych województwa krakowskiego Zygmunta Chmieleńskiego, byłego oficera carskiego z dużym doświadczeniem wojskowym. Kilkusetosobowy oddział Chmieleńskiego składał się z czterech rot piechoty oraz dwóch plutonów kawalerii. Adam Chmielowski jako doświadczony już żołnierz otrzymał przydział do drugiego plutonu kawalerii w randze podoficera i jego dowódcy. Kozackie sotnie nieustannie śledziły ruchy powstańczych partii. Moskale krok w krok szły za oddziałem Chmieleńskiego, od Janowa przez Przyrów, Rudniki, Chlewską Wolę, Obiechów, Kąty, Łachów, Rogienice, Lipno, Węgleszyn, Cierno, Warzyn, Czarncę, Drochlin aż do Mełchowa. 30 września 1863 roku to kolejna ważna data w biografii Chmielowskiego. Tego dnia doszło do krwawej bitwy pod Mełchowem koło Lelowa stoczonej przez liczący ok. 800 powstańców oddział płk. Chmieleńskiego z przeważającymi liczebnie siłami carskimi, wspartymi jazdą (kozacy i dragoni), artylerią i rakietnikami. Kiedy granaty rosyjskiej artylerii niemal rozproszyły szykującą się do szarży powstańczą kawalerię, jej dowódca Rzepecki wysłał Adama Chmielowskiego po rozkazy do pułkownika Chmieleńskiego. We wspomnianej wcześniej książce O. Władysława Kluza czytamy: „W czasie tej bitwy wódz, Zygmunt Chmieleński, stał na pagórku konno, badając przy pomnocy lornetki przebieg walki. Poza nim był wąwóz, a dalej 200 do 300 kroków w krzakach w tyralierkę rozrzuceni byli strzelcy finlandzcy, cała kompania z dowódcą rosyjskim, na którego rozkazy huknęły strzały karabinowe właśnie wtedy, gdy Adam Chmielowski konno przybliżał się do Chmieleńskiego. Wśród tych grozą przejmujących, świszcących kul, koń Adama, mimo spięcia ostrogami, chwilowo dalej iść nie chciał. „Przeżegnaj się” - słyszy Adam głos w duszy. Na to zuchwały młodzieniec odpowiedział sobie: „skorom się przedtem z pobożności nie modlił, to teraz ze strachu nie będę się żegnał”. I podjechał na pagórek do swojego wodza a stanąwszy obok niego zawołał: czekam na rozkazy. Chmieleński zaś, patrząc na przebieg bitwy, odpowiada krótko: czekaj. Adam stojąc tuż przy swoim wodzu, patrzał z boku, jak strzelcy finlandzcy broń powtórnie nabijali, a byli tak blisko, że widział ich twarze wyraźnie i każdy ruch. Straszna znowu była chwila wyczekiwania, bo oto już nieprzyjaciele podnoszą broń do strzału, słychać ostrą komendę: „Ognia!” Huk strzałów wstrząsa powietrzem, po zaroślach ukazują się obłoczki dymu, kule świszczą, dziurawią ubrania, nakrycie głowy dwom stojącym na pagórku jeźdźcom polskim, lecz żadna nie była celna. Odetchnął Adam, zawołał znowu: „Czekam na rozkazy”. I usłyszał tę samą odpowiedź: „czekaj”. Powtórzyła się scena powolnego nabijania broni. Nowa salwa strzałów, ale ten sam wynik co poprzednio. Nareszcie wódz dał rozkaz Adamowi. Powraca teraz z pagórka na dół. Wtem jak piorun z jasnego nieba pada pod konia Adama przypadkowo gdzieś zabłąkany granat rosyjski i, pękając ze straszliwym łomotem, rozszarpuje konia, i potężny odłam granatu, z całą siłą uderzając w obcas buta Adama, wyrzuca zemdlonego ze siodła na ziemię. Po przyjściu do przytomności chciał Adam powstać, ale nogą ruszyć nie mógł. Leżącego zauważyli towarzysze, ale z braku noszów wzięto rannego na broń i tak go zanieśli do najbliższej chaty” (str. 31-31). Zgruchotaną lewą nogę z powodu zakażenia trzeba było natychmiast odjąć. Amuptację przeprowadził bez znieczulenia (z powodu braku takich środków) rosyjski lekarz w abulatorium polowym. Pacjent nie wydał ani słowa skargi, ni jęku. Celem dalszego leczenia przewieziono jeńca do więziennego szpitala rosyjskiego w Koniecpolu, gdzie powoli wracał do zdrowia. Koledzy z oddziału zapamiętali Adama jako wesołego, zuchowatego kompana. We „Wspomnieniach obozowych z r. 1863 i 1864” Zygmunt Napoleon Rzewuski napisał: „ Oprócz wielu zabitych i rannych, między innymi ubył także z szeregów, będąc ciężko rannym, podoficer 2-go plutonu kawalerii Chmielowski, zacny i godny młodzieniec, a do tego dzielny żołnierz, którego wszyscy lubili; pękający granat tuż obok jego konia, którego zabił, zgruchotał mu nogę” (str.54). Na pojmanych buntowników, nieważne, zdrowych czy rannych, czekała szubienica, a w najlepszym wypadku zsyłka na Sybir. Rodzinie prawie cudem  udało się uratować Adama od odpowiedzialności za udział w powstaniu i wyrwać go ze szpitala więziennego. W maju 1864 roku udał się do Paryża, by tam poddać się dalszej rekonwalescencji, korzystając z porad sławnych chirurgów. Dzięki pomocy członków Komitetu Polsko-Francuskiego zakupił w Paryżu gutaperkową protezę. Kiedy w 1865 roku władze carskie ogłosiły częściową amnestię, Adam powrócił do Warszawy, zdał maturę i zapisał się na studia do Szkoły Sztuk Pięknych (Klasa Rysunku i Szkicowania) na Krakowskim Przedmieściu. Po zamknięciu w 1866 roku Szkoły przez władze carskie, Adam wyjechał do Gandawy z myślą o studiach inżynierskich. W roku akademickim 1866/67 zapisał się nawet na tamtejszy uniwersytet jako student inżynierii, ale studiów nie podjął, bo powołanie artystyczne wzięło górę. Uzyskawszy spadek po matce, wypłacony przez brata Stanisława, udał się z początkiem roku 1868 na powrót do Paryża, by studiować malarstwo u Karola Goetza. Kiedy Włodzimierz Dzieduszycki ufundował Adamowi stypendium na studia malarskie w Monachium na rok akademicki 1869/70, ten z radością udał się do ówczesnej stolicy europejskiego malarstwa i rozpoczął studia (1869-1874) w Akademie der Bildenden Künste. Po powrocie do kraju w 1874 roku coraz częściej w jego twórczości pojawiała się tematyka religijna (m.in. piękny obraz olejny „Wizja św. Małgorzaty”, bardzo przychylnie przyjęty przez krytyków). W 1879 roku Chmielowski przystąpił do pracy nad swoim chyba najlepszym dziełem malarskim, najbardziej rozpoznawalnym i kojarzonym później (już po śmierci artysty i świętego) z twórcą, obrazem „Ecce Homo”

 

Leon Wyczółkowski z najwyższym uznaniem recenzował prostymi słowy: „Najgłębszy wyraz u Chrystusa dał Adam Chmielowski w Ecco Homo. Szary dzień, deszcz pada. Chrystus skatowany, oczy zapadnięte w głąb. Tak się stało i tak się stać musiało. Chrystus zmęczony, stargany, oplwany, szmatą purpurową spowity, ale oczy patrzą w głąb” (str. 106). 24 września 1880 roku, ku wielkiemu zaskoczeniu rodziny, przyjaciół i środowiska artystycznego, Adam Chmielowski wstąpił do Zakonu Księży Jezuitów w Starej Wsi. Po trwającym pół roku pobycie u jezuitów, Adam opuścił nowicjat. Nadszarpnięte wojennymi losami i tułaczką zdrowie dało o sobie znać. W kwietniu 1881 roku brat Stanisław zabrał Adama do majątku (dzierżawionego od Koziebrodzkich) Kudryńce nad Zbruczem. Tu, na Podolu, Adam  powrócił nie tylko do malarstwa (namalował przeszło dwadzieścia obrazów i akwarel), ale też odnalazł spokój ducha. Związał się z regułą św. Franciszka i przemierzając rozległe okolice Kamieńca Podolskiego prowadził pracę apostolską po parafiach, zakładając lub też reaktywując trzeci zakon franciszkański. Chmielowski tak oto schrakteryzował moc płynącą z przynależności do III Zakonu: „Instytucja ta zapewnia fakytyczny przedział, który jest w Kościele pomiędzy klasztorem a światem, tworząc organizację pośrednią, apostołującą dobrym przykładem”(str.121). Tę jakże chwalebną i dobrze rozwijającą się pracę na Podolu przerwał ukaz władz carskich nakazujący „wysiedlenie z Cesarstwa Rosyjskiego Adama Wojciechowicza Chmielowskiego, tajnego organizatora niedozwolonych stowarzyszeń w guberniach rosyjskich” pod groźbą ( w razie niewykonania ukazu w ciągu trzech dni) zesłania na Sybir. W 1884 roku Adam powrócił już na stałe do Krakowa, poświęcając się bez reszty posłudze bezdomnym, chorym i opuszczonym. W 1887 roku biskup krakowski (późniejszy kardynał) ks. Albin Dunajewski udzielił pozwolenia Adamowi Chmielowskiemu na noszenie habitu zakonnego jako tercjarza III zakonu św. Franciszka. Obłóczyny miały miejsce 25 sierpnia w Kaplicy Loretańskiej u Ojców Kapucynów. Tak oto narodził się Brat Albert. Dokładnie rok później, 25 sierpnia 1888 roku, Brat Albert złożył przed biskupem Dunajewskim przyrzeczenie następującej treści: „Dla miłości Boga w Trójcy Jedynego, Najświętszej Maryi Dziewicy, świętego naszego ojca Franciszka i Wszystkich Świętych obiecuję Świętemu Kościołowi Rzymskiemu i wam, bracia najmilsi, Ewangelię Pana naszego Jezusa  Chrystusa aż do śmierci zachować żyjąc w czystości, w ubóstwie i posłuszeństwie” (str.150), tym samym dając początek nowej rodzinie zakonnej, Zgromadzeniu III Zakonu św. Franciszka Posługującego Ubogim (Braci Albertynów). W 1891 roku założył zgromadzenie Sióstr Albertynek.  Biedni, bezdomni, bezrobotni, sieroty, starcy, nieuleczalnie chorzy i kaleki, nędzarze, żebracy byli Jego najukochańszymi braćmi. Dla nich zakładał przytuliska, ogrzewalnie i domy opieki. Powszechnie znane są słowa Brata Alberta: „Powinno się być dobrym jak chleb. Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest glodny”. Adam Hilary Bernard Chmielowski zmarł - jako Brat Albert - 25 grudnia 1916 roku w Krakowie, w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia, w 70. roku życia, w opinii świętości. Pierwsze kroki zmierzające do procesu beatyfikacyjnego zostały podjęte już w roku 1932. Druga wojna przerwała te prace. W 1946 roku, pod protektoratem ks. Adama kardynała Sapiehy wznowiono proces informacyjny, który zakończył się 8 lutego 1950 roku. Ojciec Święty Jan Paweł II wyniósł Brata Alberta do chwały ołtarzy, beatyfikując Go 22 czerwca 1983 roku na krakowskich Błoniach i sześć lat później, 12 listopada 1989 roku, kanonizując w Rzymie. Gwoli przypomnienia, w 1938 r. prezydent Polski Ignacy Mościcki nadał mu pośmiertnie Wielką Wstęgę Orderu Polonia Restituta za wybitne zasługi w działalności niepodległościowej i na polu pracy społecznej.

   Na koniec przytoczę - jakże na czasie - słowa Świętego Jawna Pawła II z 1989 roku:

„Czy ten, który – idąc za Chrystusem – pomagał ludziom dźwigać się, odzyskiwać ludzką godność i podmiotowość, stawać się współtwórcami wspólnego dobra społeczeństwa – nie jest nam dany jako znak i jako patron tego trudnego przełomu?”  

 

 

                                                                                                                               Marek Sukiennik

 

Bibliografia:

  1. O.Władysław Kluz karmelita bosy, Adam Chmielowski Brat Albert, Wydawnictwo Apostolstwa Modlitwy, Kraków 1975
  2. http://episkopat.pl/rok-2017-rokiem-sw-brata-alberta/
Limanowskie Stowarzyszenie Historii Ożywionej Jabłoniec 1914
Adres: ul. T.Kościuszki 6, 34-600 Limanowa
KRS: 0000485295
NIP: 7372203252
REGON: 122988528
Partnerzy:
Ta strona wykorzystuje pliki cookies i inne technologie. Korzystając z witryny wyrazasz zgodę na ich używanie.Dowiedz się więcejRozumiem